W tym roku nie dotarłem do Davos. Nie z powodu braku zaproszenia czy chęci, ale z bardziej prozaicznego powodu, że po prostu nie mogłem uzasadnić kosztów. To musiW tym roku nie dotarłem do Davos. Nie z powodu braku zaproszenia czy chęci, ale z bardziej prozaicznego powodu, że po prostu nie mogłem uzasadnić kosztów. To musi

Ominąłem Davos – choć brzmiało to trochę jak Rijad

2026/01/23 18:09

W tym roku nie dotarłem do Davos. Nie z powodu braku zaproszenia czy chęci, ale z bardziej prozaicznego powodu – po prostu nie mogłem uzasadnić kosztów.

To musiała być szeroko nagłośniona obecność Donalda Trumpa – jednoosobowy test wytrzymałościowy dla zglobalizowanej społeczności reprezentowanej w Davos – która przyciągnęła rekordowe tłumy i podniosła ceny do szczerze mówiąc absurdalnych poziomów.

Kiedy w końcu znalazłem to, co wyglądało na realną opcję – skromny pokój w domku w Davosdorf, w pewnej odległości od głównej ulicy – dokonałem przeliczenia waluty i odkryłem, że za noc kosztowałoby to nieco więcej niż pobyt w Burj Al Arab. To rozstrzygnęło sprawę.

Mimo to tęskniłem. Żadna liczba transmisji na żywo ani klipów w mediach społecznościowych nie rekompensuje tych rześkich, nasłonecznionych alpejskich poranków, ani chwili, gdy po ciężkim dniu autobus zjeżdża do doliny, a przed nami pojawia się Klosters, lśniący pod pierzyną śniegu. Davos ma swoje klisze, ale istnieją one nie bez powodu.

Pisałem wcześniej, jak to jest jak tygodniowy powrót do czasów uniwersyteckich – poszerzające horyzonty intelektualne interakcje w ciągu dnia, zabawny networking wieczorami. 

Brakowało mi też ogromnej liczby delegacji z regionu Zatoki, obecnych w tym roku w liczbach, które jeszcze kilka lat temu byłyby nie do pomyślenia. W innych częściach świata Davos jest odrzucane jako zgromadzenie odciętej globalnej elity – tak zwanych „władców wszechświata" wygłaszających gorące powietrze w chłodnym klimacie.

Ale to właśnie dlatego spragnieni śniegu mieszkańcy Dubaju, Dohy, Abu Zabi i Rijadu to uwielbiają. Coroczna wędrówka na Czarodziejską Górę stała się pielgrzymką dla wpływowych osób i decydentów w regionie Zatoki.

Jest coś nieodparcie symbolicznego w locie z pustynnego blasku Zatoki do miejsca, gdzie temperatura, tempo i krajobraz wymuszają inny rodzaj skupienia. Davos dla gości z Zatoki nie jest ucieczką od polityki władzy, ale raczej alternatywną sceną dla niej.

Dlatego właśnie pytanie, które teraz jest cicho debatowane – czy doroczne spotkanie Światowego Forum Ekonomicznego mogłoby ostatecznie przenieść się gdzie indziej – jest bardziej doniosłe, niż się wydaje. Dublin, Detroit, a nawet sam Dubaj są podobno brane pod uwagę, gdy alpejskie miasteczko przerasta swoim wydarzeniem i przewyższa je cenowo.

Widzę zalety każdego z nich. Dublin z pewnością oferowałby zaciekłą gościnność après-ski, bez zagrożeń związanych z narciarstwem. Detroit podkreśliłby narrację o odnowie przemysłowej – choć z ogromnym przesunięciem od europejskich korzeni wydarzenia. Dubaj oczywiście wie, jak organizować globalne konferencje na dużą skalę i już organizuje udane coroczne wydarzenia WEF. 

Jednak w pewnym sensie Davos już dotarło do Zatoki. Inicjatywa Inwestycji Przyszłości w Rijadzie jest wciąż rutynowo nazywana „Davos na Pustyni" – choć organizatorzy mówią, że nie lubią tego przezwiska.

Ewoluowała od nowości w 2017 roku do stałego punktu globalnego kalendarza. Nie wydaje się już regionalnym konkurentem, ale równoległym forum z własną siłą przyciągania.

To, co uderzyło mnie w tym roku, obserwując z daleka, to jak bardzo szwajcarskie wydarzenie czerpało z pustynnej wersji pod względem tonu i treści.

Dalsze lektury:

  • Zagraniczne banki zstępują na nowy krajobraz Arabii Saudyjskiej
  • Mubadala skupia się na robotyce i AI
  • Ogromne rezultaty z małej wyprawy do Indii

Larry Fink, współprzewodniczący WEF, a także centralna postać w FII, mocno zaczerpnął z narracji Rijadu – prosperity, długoterminowego kapitału i stabilizującej roli inwestycji w fragmentującym się świecie. 

Organizatorzy wydarzenia w Rijadzie zwrócili mi uwagę, że naśladownictwo jest najbardziej szczerą formą pochlebstwa, nawet gdy rozważali subtelności zasad praw autorskich.

Fink powiedział FT, że chciał „przywrócić WEF jako miejsce rozmowy", ale szybko okazało się to płonną ambicją – z obelgami, demonstracyjnymi wyjściami i konfrontacją, delegacja Trumpa ściągnęła Davos na swój poziom. W Rijadzie tego nie ma.

Czy zmiana miejsca pomogłaby? Gdyby Davos kiedykolwiek straciło swoje alpejskie otoczenie – śnieg, izolację i doświadczenie Czarodziejskiej Góry – czy nadal byłoby Davos? Czy po prostu stałoby się kolejną bardzo dużą, bardzo drogą konferencją, ale w dobrze skomunikowanym mieście z odpowiednimi połączeniami transportowymi i przystępnymi cenowo hotelami?

Dla uczestników z Zatoki góry mają znaczenie. Dają dystans – od codziennej polityki, od regionalnego gorąca, od pilności podejmowania decyzji. Zabierz to, a coś nieuchwytnego, ale ważnego odchodzi wraz z tym.

Być może dlatego, pomimo kosztów i zatłoczenia, Davos jak dotąd przetrwało. I dlatego, gdy nie udaje nam się tam dotrzeć, zaczynamy za tym tęsknić.

Frank Kane jest redaktorem naczelnym AGBI i nagradzanym dziennikarzem biznesowym. Pełni funkcję konsultanta w Ministerstwie Energii Arabii Saudyjskiej

Czytaj więcej od Franka Kane'a
  • Dla Opec Wenezuela to strategiczny alarm, a nie szok podażowy
  • Dziesięć dni w 2025 roku, które wstrząsnęły globalnymi rynkami energii
  • Gdy ceny ropy spadają, dyplomaci Opec+ przygotowują się na nadmiar ropy
Zastrzeżenie: Artykuły udostępnione na tej stronie pochodzą z platform publicznych i służą wyłącznie celom informacyjnym. Niekoniecznie odzwierciedlają poglądy MEXC. Wszystkie prawa pozostają przy pierwotnych autorach. Jeśli uważasz, że jakakolwiek treść narusza prawa stron trzecich, skontaktuj się z [email protected] w celu jej usunięcia. MEXC nie gwarantuje dokładności, kompletności ani aktualności treści i nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek działania podjęte na podstawie dostarczonych informacji. Treść nie stanowi porady finansowej, prawnej ani innej profesjonalnej porady, ani nie powinna być traktowana jako rekomendacja lub poparcie ze strony MEXC.