Prezydent Donald Trump chce zwolnić kontrowersyjnych członków gabinetu, takich jak sekretarz Bezpieczeństwa Krajowego Kristi Noem i sekretarz pracy Lori Chavez-DeRemer, ale nowy raport ujawnia obawy, że będzie to "zbyt destrukcyjne", chyba że odpowiednio dobierze moment.
"Od związku sekretarz Bezpieczeństwa Krajowego Kristi Noem z Coreyem Lewandowskim, przez świętowanie dyrektora FBI Kasha Patela z męską reprezentacją hokeja USA w szatni, po dochodzenie w sprawie postępowania sekretarz pracy Lori Chavez-DeRemer w urzędzie, wielu doradców Trumpa zmaga się z negatywnymi nagłówkami, które zniszczyłyby ich odpowiedników za innych prezydentów" - donoszą Burgess Everett i Shelby Talcott z Semafor.
Jednocześnie, w obliczu zbliżających się wyborów śródokresowych, republikanie w Senacie, którzy muszą mianować zastępców Trumpa, niechętnie otwierają tę politycznie naładowaną puszkę Pandory w tym momencie politycznym.
"Ludzie będą chcieli wiedzieć, że zespół pozostanie razem przez wybory" - powiedział senator John Hoeven (R-N.D.) dla Semafor. "Jeszcze nie do końca jesteśmy na tym etapie, ale zbliżamy się. Nie chcesz próbować zatrudniać ludzi i szkolić ich przed wyborami. Cała twoja uwaga musi być skupiona na wyborach."
Hoeven nie był jedynym republikańskim senatorem wyrażającym takie obawy.
"Po prostu nie sądzę, żeby zrobił to przed wyborami" - powiedziała senator Shelley Moore Capito (R-W.Va.). "Po prostu uważam, że zostałoby to odebrane jako zbyt destrukcyjne."
Z kolei ustępujący republikański senator z Karoliny Północnej, Thom Tillis, argumentował, że jeśli chodzi o możliwe zwolnienia z gabinetu Trumpa, "na szczycie listy jest Kristi Noem, dodając, że "prawdopodobnie" inni też na to zasługują, "ale jestem bardzo zdyscyplinowaną osobą, nie mogę przejść obok tej jednej."
Według doradcy Białego Domu, Trump "patrzy na to zupełnie inaczej niż my wszyscy... największym przekonującym czynnikiem dla niego prawdopodobnie byłoby: 'Panie prezydencie, wciąż jesteśmy pewni co do Senatu, ale jeśli nasze marginesy spadną jeszcze bardziej, będzie pan miał ogromne trudności z zatwierdzeniem tego, kogo pan chce.' Instynkt prezydenta prawdopodobnie jest taki, żeby tego nie robić, ale zawsze chcieliśmy, żeby Kristi odeszła."
To nie pierwszy raport sugerujący, że Trump może chcieć zwolnić członków swojego gabinetu, takich jak Noem, a jednocześnie być ograniczonym przez swoje wątpliwości. Według pisarza Wall Street Journal, Josha Dawseya, "prezydent powiedział wyższym urzędnikom administracji, że w tym momencie nie chce zwalniać sekretarzy gabinetu. I żałował, że musiał zwolnić tak wiele osób za pierwszym razem. Prowadziło to do przecieków i dramatów, a on nie chce dawać skalpów swoim krytykom ani mediom. Myślę, że to jeden z powodów, dla których niektórzy przetrwali."
Pomimo tej niechęci do uderzenia młotem w podwładnych, Trump publicznie zasugerował swoje niezadowolenie z niektórych z nich. Podczas publicznego posiedzenia gabinetu w styczniu Trump ostentacyjnie odmówił udzielenia głosu Noem, co skłoniło dziennikarza Andrew Feinberga z The Independent do stwierdzenia, że jest to "coś, co Włosi mogliby nazwać Il bacio della morte - 'pocałunek śmierci' - dla byłej gubernator Dakoty Południowej."
"To los prawdopodobnie gorszy niż zwolnienie w świecie Trumpa, gdzie zdolność do publicznego wychwalania prezydenta i atakowania prasy (i demokratów) na różnych forach publicznych jest często walutą królestwa" - wyjaśnił Feinberg. "I chociaż wciąż mocno osadzona jest w swoim biurze... Noem może być pierwszym sekretarzem gabinetu Trumpa, który w tym roku zostanie zwolniony."


